25 maj 2014

nowe skarby


pamiątki dwóch niezwykłych spotkań zeszłego tygodnia.
Porcelanowa czarka od Sama Chunga, czajnik od Petra Novaka i sencha z wrocławskiej Czajowni.













*Sam Chung - http://samchungceramics.com/home.html
*Petr Novak - http://potsandtea.blogspot.com/
*herbata - Yamacha "HAMAMTSU"
*dźwięki w tle - Gregory Isaacs "live at the academy"


8 maj 2014

spotkanie / meeting


Siedemnastego maja zapraszam na krótką bo dwudniową wystawę do wrocławskiej Czajowni
Zobaczyć będzie można prace i spotkać osobiście parę czeskich ceramików Mirosławę Randovą (http://woodfirepotter.blogspot.com/) i Petra Novaka (http://potsandtea.blogspot.com/), także posłuchać opowieści Petra z wyprawy na Tajwan.
Wystawa odbywa się w ramach Festiwalu Wysokich Temperatur.




szczegóły na Facebooku
relacja z zeszłorocznej wystawy w Czajowni z Maciejem Szczypką 
 


11 kwi 2014

ECHA ORIENTU


jeszcze tylko przez sobotę i niedzielę można oglądać prolog do projektu "Echa Orientu" w Muzeum Azji i Pacyfiku. Oprowadza autor projektu Lech Żurkowski. 
O kryteriach napisał "brak przypadkowości, jasne intencje, archaiczne techniki wymagające mistrzostwa manualnego, dążenie do harmonii, spontaniczność, wrażliwość na otoczenie (Przyrodę, Wszechświat), duchowość. Pełna lista autorów i prac powstanie w przeciągu najbliższych miesięcy. Również dzięki dyskusji zapoczątkowanej tym pokazem. Z powodów organizacyjnych nie ma autorów mieszkających poza Warszawą, jak również prac rozproszonych i osób, do których nie udało się aktualnie dotrzeć a ekspozycja ceramiki jest ograniczona tylko do formy pokazu slajdów"

malarstwo, rysunek, fotografia
Urszula Broll, Aleksander Kobzdej, Jerzy Jaworowski, Tadeusz Kulisiewicz, Jarosław Sierek, Andrzej Strumiłło, Paweł Żak, Lech Żurkowski
ceramika (pokaz slajdów)
Bożena Sacharczuk (ASP Wrocław), Michał Puszczyński (ASP Wrocław), Andrzej Mędrek (Kraków), Jerzy Szczepkowski (Czarne), Andrzej Bero (Warszawa)







2 mar 2014

Losar




Nowy Rok (Losar)

 

Jaki ładny pomysł ten Nowy Rok
Mamy szansę na nowy początek
Na wyzbycie się złych przyzwyczajeń
A przynajmniej na złożenie obietnicy

Jaki ładny pomysł ten Nowy Rok
Możemy cieszyć się ze spełnionych przyrzeczeń
Wybaczyć sobie niedotrzymane słowa
A przynajmniej zacząć od nowa

Zrzuć brzemię z umysłu
Daj natchnieniu nową moc
Z pieśnią w sercu i uśmiechem na ustach:

„W tym roku zrobię coś dobrego dla siebie i dla innych"

Cieszmy się szczęśliwym nowym rokiem


Ringu Tulku
tł. Adam Kozieł  



















Nie będzie przepisu na herbatę po tybetańsku za to więcej o sytuacji w Tybecie można przeczytać na stronach Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka 
lub International Campaign for Tibet.



25 lut 2014

Naka, jesień 2013




Na mojej liście herbacianych blogów charakterystyczna mała paczuszka z nadrukiem pu-erh.sk przewija się od jakiegoś czasu regularnie. W końcu po ostatnim wpisie na mattcha.com zamówiłem kilka mniejszych i większych sampli od Petera. Wśród nadesłanych była też jedna, której nie wybrałem. Jeżeli spotyka mnie coś takiego ze strony renomowanego sprzedawcy to raczej nie jest to gest typu "dam mu co mi tam w magazynie zalega" raczej "hej man, to co wybrałeś jest ok, ale mam jeszcze coś, co powinno ci się spodobać, nie chciałbym żebyś to przeoczył".
W porządku, zacząłem więc od bonusu.

















Herbata została zebrana jesienią w okolicach Naka (północny kraniec gór Mengsong w prefekturze Xishuangbanna między Menghai i Jinghong) i jak na zdjęciu pokazuje to Peter stojący przy jednym z tych starych drzew  - powyżej 1700 m n.p.m. Specyficzna pogoda z zimnym powietrzem i mgłami tworzy tam swoisty mikroklimat. A jak mówi stare powiedzenie " wysokie i mgliste góry dają dobrą herbatę". 
Nic więc dziwnego, że ponoć napar z liści zebranych z tych okolic był w przeszłości podawany na dworze królów Birmy. 
To wszystko przeczytałem jednak dopiero potem, zaczynałem picie w stanie raczej nie skalanym wiedzą.


Po wyjęciu z paczuszki liście nie sprawiały wrażenia przesadnie dużych, ale przy obcowaniu tylko z siedmiogramową próbką trudno wymagać niepołamanych fragmentów. 

 














Kolor naparu żółtawy, jasny i klarowny szybko jednak ciemniał (co widać na zdjęciu) . 

 














Pierwsze parzenie przywodziło na myśl szlachetne grzyby i "coś jeszcze".
W ustach długo pozostawał przyjemny długi, suchy, ściągający język posmak, bynajmniej nie gorzki. Nie czułem, tak często przypisywanej młodym shengom, nuty owoców za to dość wyraźnie (odkryłem czym było to "coś jeszcze" dopiero podczas drugiej sesji) smak jakiegoś drewna, może dębu (ale skąd ja wiem jak smakuje dąb?). Drewo na pewno było mokre jak po jesiennej burzy - mogła to być pamięć miejsca z jego monsunem pomyślałem potem dość irracjonalnie jednak.
Następne parzenia były podobne, z tym, że od trzeciego smak grzybów  (borowiki duszone na maśle?) stawał się dominujący. Podobne i niezwykle równe parzenia (w sumie przestałem liczyć po dwudziestu) nie oznaczały takich samych doznać. Nie potrafię opisać tych drobnych różnic, ale nie miałem wątpliwości, że były obecne. Herbata dojrzewała. Powoli. Jak człowiek przechodzący przez wszystkie etapy swojego życia od narodzin, dojrzałość, moment największej mocy i w końcu nieuchronną śmierć.