23 paź 2012

czajniki, herbata i ekonomia









Kilka dni temu rozładowałem piec między innymi z tymi czajniczkami. Wiem, wszyscy, którzy widzą je po raz pierwszy są pewni, że to jakieś dziecięce zabawki. Rzeczywiście trudno nazwać je gigantami. W kolejności od lewej mają: 120, 90, 90 i 70 ml. A po co to komu? A na co to potrzebne? Jesteśmy przyzwyczajeni do picia herbaty w ogromnym kubku ewentualnie parzenia jej w jeszcze większym czajniku. Każdy sposób jest dobry. Wiele osób używa jednak takich naczyń. Dlaczego?  Można to oczywiście tłumaczyć tradycją sięgającą czasów późnej dynastii mandżurskiej i stylem gongfu. Tak naprawdę niewiele osób to jednak wzrusza. Można też, jak pewnie zrobiłby mój ukochany H.D. Thoreau, gdyby pijał herbatę, rzecz racjonalnie wyliczyć. Weźmy dzień dzisiejszy i Xiaguan Jia Ji Tuo Cha z 2001. Drogo, choć ciągle nie najwyższa półka - 100g kosztuje 60$. Na 100ml wody potrzebuję ok 5g. Tak więc przyrządzenie herbaty w czajniku 0,5l (25g) to koszt prawie 50zł. Ma ktoś ochotę? Bo ja jakoś nie bardzo. Można jednak inaczej. Zacznijmy tak: 5g kosztuje ok. 15zł. No dobra, ale to tylko 100ml. Mało (na trzech). Niezupełnie, bo ta tuo cha to całkiem przyzwoity puerh, więc w tych maciupkich czajnikach można go zalewać wielokrotnie. Dwa, trzy razy? nie, nawet piętnaście! Poniżej zdjęcie z drugiego dnia, straciłem rachubę ale więcej niż piętnaste. Ważne by nie zaparzać liści po kilka minut, ale stosować technikę szybkiego przelewania naparu zaraz po zalaniu liści wrzątkiem (takie niby gongfu). Można wtedy wypić 1,5l tej herbaty za 15zł czyli 10 razy taniej niż w tzw tradycyjny sposób. I zapewniam nie umniejsza to właściwości smaku i aromatu.





No to teraz nie odmówię sobie próbki "slow" ekonomii w wykonaniu mistrza:

Pewien znajomy tak do mnie powiedział: "Dziwię się, że nie odkładasz pieniędzy. Tak lubisz podróżować, mógłbyś wsiąść w kolej, pojechać dziś do Fitchburga i obejrzeć sobie okolicę." Ależ jestem na to za mądry. Przekonałem się, że najszybciej podróżuje się pieszo. Toteż odpowiedziałem mu: " Może spróbujemy, kto pierwszy tam dotrze. Odległość wynosi trzydzieści mil, opłata dziewięćdziesiąt centów. To prawie dzienny zarobek. Pamiętam, kiedy robotnicy przy budowie tej właśnie kolei zarabiali sześćdziesiąt centów dziennie. A zatem ruszam teraz pieszo i dotrę tam przed nocą; podróżowałem już w tym tempie przez tydzień. Tymczasem ty zarobisz na swój bilet i przyjedziesz tam jutro albo może dziś wieczorem, jeśli będziesz miał szczęście w porę dostać pracę. Zamiast iść do Fitchburga, będziesz pracował tu przez większą część dnia. Myślę, że gdyby kolej okrążała świat wciąż bym cię wyprzedzał. A co się tyczy oglądania okolicy i przeżywania tej podróży, twoją znajomość sprawy będę musiał całkowicie zignorować."
"Walden" tł. Halina Cieplińska










dopiero teraz zobaczyłem, że ten puerh jest też w ofercie FST za 169zł co zmienia co nieco powyższe wyliczenia. Nie zmienia jednak samej idei i ich sensu mam nadzieję:)
 







3 komentarze:

  1. Też zawsze preferuję małe porcje, za to więcej parzeń. Zresztą jest to też kwestia tego, że przy tej niewielkiej ilości, jak się zrobi to 12 parzeń, to jednak ma się też zupełnie różne doświadczenie związane ze smakiem. I też dlatego od jakiegoś czasu poluję na yixinga, który by miał do 70ml ;]
    Musisz mi w ogóle odłożyć jakiś niewielki biały czajniczek do stycznia :) Potrzebuję czegoś ciekawego do zielonych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie, masz rację. Wczoraj np. próbowałem 2011 Menghai Dayi "Yue Chen Yue Xiang" i po pierwszych trzech parzeniach gotów byłem ją wyrzucić - smaki owocowe, i to w stylu którego nie cierpię. Przypomniałem sobie o niej dopiero następnego dnia rano i po zalaniu okazała się absolutnie inną herbatą z głębokim kolorem i smakiem bez cienia tych frutalnych hopsztosów. I też taką cierpliwą.
    Czajniczek postaram się odłożyć:) dzięki i powodzenia na polowaniu za yixingiem. Swoją drogą wydawało by się, że tam to po prostu wchodzisz do sklepu i masz tylko problem który:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam problemy ze znalezieniem odpowiednio małych, i jednocześnie żeby był atrakcyjny pod względem wyglądu/proporcji, no i jeszcze glinka. Trzeba trafić na dobry sklep, gdzie mają porządny asortyment ;] I najlepiej nie z jakiejś manufaktury, tylko z warsztatu konkretnego artysty ;] A to czy już to zrobił on, czy ktoś z jego uczniów, a on po sprawdzeniu to zatwierdził, to już mało ważne ;]

    OdpowiedzUsuń