9 kwi 2012

nie zawsze się udaje

a czasami to totalna klęska, szczególnie odczuwana, jeżeli nadzieje były duże. Zaufanie do tej masy miałem tak wielkie, że bez sprawdzania jej zrobiłem od razu dwa piece. Oba pękły po 30 sek od rozpalenia węgli - wynik gorszy niż kiedykolwiek. Z nadmiernym zaufaniem można też wiązać zmianę "dizajnu". Teraz piecyk był całością i pęknięcie takie jak widać na zdjęciach spowodowało, że co najwyżej można w nim zasadzić kwiatki.










Do tej pory piecyki składały się z dwóch części nazwijmy je "kominem" i "paleniskiem". Komin to w uproszczeniu był walec otwarty na górze z otworem na dole, który pełnił rolę popielnika i  nawiewu. Na to nakładałem ceramiczną miskę z otworami na dnie przez które tlen zasilał żar i jednocześnie mógł opadać popiół. Nawet jeżeli rant tej "miski" pękał (a tak się właśnie działo prędzej lub później) urządzenie wciąż mogło działać. Do dziś używam takiego, który pękł prawie rok temu. 
hm ... nie dziś nie jutro, ale cdn w tej sprawie niewątpliwie nastąpi,













6 kwi 2012

"natsume"


w cudzysłowiu bo tradycyjnie natsume czyli pojemnik na matcha (usucha) robi się głównie z laki lub drewna a obecnie nawet plastiku krytego laką. Inspiracją kształtu jest owoc krzewu jujuby czyli głożyny pospolitej.
Pojemniki mieszczą 40g zielonego proszku.

 









1 kwi 2012

Rou Gui czyli right stuff czyli magdalenka



Wiadomo smak może nas cofnąć w przeszłość. Dziwny zmysł z wbudowanym wehikułem czasu.
Rou Gui - pite z Wojtkiem kilka tygodni temu w pierwszym łyku ma smak jednoznaczny, konopny, słodkawy, dymny. Podczas tego wieczoru wrażenie z następnymi czarkami ustępuje innym tonom a Rou ustępuje w końcu innym herbatom. Większość z nich to dla mnie nowości, więc nie ma czasu skupiać się na detalach.























O herbacie zapominam. Do dziś, bo Wojtek zostawił mi małą foliową paczuszkę. Wracam do tej herbaty kompletnie nie pamiętając o poprzednich odczuciach. Taki mam feler, łatwo zapominam i nie lgną do mnie chińskie nazwy.




















Dzieje się znowu to samo, magdalenka zaczyna działać.
Potrafię dość dokładnie określić czas i miejsce.  A właściwie wiele miejsc z podobnego okresu. Coś trzeba wybrać. OK, jest rok 1988, Gorzów. Festiwal. Nikt nie robi tu specjalnych ceregieli. Stróże babilonu (wiem, dziwnie to teraz brzmi) mają inne, bardziej polityczne zmartwienia. Pokpiwamy z chłopaków z Daabu co to niby są przeciw teoretycznie a praktycznie to niekoniecznie. Co innego Marcin, jest po chemii, wypadły mu dready i zagrał wtedy chyba swój ostatni koncert.




  











Uwaga: wiem, że tak mogłoby się wydawać po chaosie (nazwijmy go wielowątkowością) tego postu, ale nie zażyte zostało podczas jego pisania nic poza wspomnianą wyżej herbatą. Nie jest też zachętą do narkotyków a nawet wprost przeciwnie. Z tamtych czasów została mi tylko słabość do reggae.







19 mar 2012

nowości ciąg dalszy

Przed zbliżającymi się kiermaszami nie mam zbyt wiele czasu więc po raz kolejny same obrazki kilku nowych skorup, bez komentarza. Miłego oglądania.









29 lut 2012

metamorfozy







wczoraj


wczoraj



dziś.  Gyokuro, Ise



głębokie umami i morska sól




dziś









Tym razem niedoścignioną inspiracją był dla mnie ten blog. Polecam.






23 lut 2012

piecyk na węgiel drzewny






To kolejne podejście. Pierwsze opisane tu próby rozpoczęły moją fascynację (i obsesję jednocześnie). Zrobiłem jeszcze potem kilka piecyków, ale masy (potocznie zwane gliną), których używałem nie sprawdziły się jednak. Nie radziły sobie z wysoką temperaturą żaru węgla drzewnego. Na piecykach po kilku użyciach pojawiała się rysa pęknięcia.  Czasem działo się to po kilku tygodniach, czasem po pierwszym razie. Może wydawać się dziwne, że naczynia, które zostały wypalone w temperaturze ok 1000 st. C pękają po włożeniu do nich kilku rozżarzonych węgielków. Podgrzewanie następuje jednak punktowo, do wysokiej temperatury i w krótkim czasie a to warunki które powodują, że na poziome molekularnym wywoływany jest gwałtowny (mówiąc potocznie) "ruch". Wypalona o gęsto ułożonych cząsteczkach ceramika powstające napięcie może rozładować tylko w jeden, przykry dla użytkownika sposób czyli pękając. Są oczywiście dodatki, które mogą zmniejszać tą tendencję jak spodumen lub petalit, ale użyte w dużej ilości obniżają właściwości plastyczne gliny. Nie mówiąc o tym że próby takie mogą być długie i kosztowne. 


W sumie te drobne pęknięcia nie przeszkadzały mi podczas moich własnych herbacianych "sesji". Gdy tylko miałem więcej czasu, wtedy grzałem wodę na węglach drzewnych w stalowym lub lepiej glinianym czajniku (1).  Jednak brak odpowiedniej masy i pojawiające się pytania o piece nie dawały mi spokoju. Dopiero tydzień temu dzięki całemu ciągowi dobrych zdarzeń i ludzi(2) udało się zdobyć specjalnie do tego celu wymyśloną masę. Fabrycznie przygotowana o obniżonej "ekspansji termicznej". Toczy się z niej świetnie, łatwo wyciąga i jest nieoczekiwanie gładka i delikatna. Oczywiście najważniejszy egzamin jeszcze przed nią - próba ognia:)




step by step:










































(1) To bardziej  wpis z cyklu technikalia, więc nie będę się rozpisywał na temat zalet takiego sposobu przygotowywania wody, ale dla zainteresowanych polecam pogrzebanie na tym blogu


(2) ci dobrzy ludzie to: Petr z Czech, Andrzej z Krakowa, Kinga ze Szczecina. Bardzo im dziękuję!