a czasami to totalna klęska, szczególnie odczuwana, jeżeli nadzieje były duże. Zaufanie do tej masy miałem tak wielkie, że bez sprawdzania jej zrobiłem od razu dwa piece. Oba pękły po 30 sek od rozpalenia węgli - wynik gorszy niż kiedykolwiek. Z nadmiernym zaufaniem można też wiązać zmianę "dizajnu". Teraz piecyk był całością i pęknięcie takie jak widać na zdjęciach spowodowało, że co najwyżej można w nim zasadzić kwiatki.
Do tej pory piecyki składały się z dwóch części nazwijmy je "kominem" i "paleniskiem". Komin to w uproszczeniu był walec otwarty na górze z otworem na dole, który pełnił rolę popielnika i nawiewu. Na to nakładałem ceramiczną miskę z otworami na dnie przez które tlen zasilał żar i jednocześnie mógł opadać popiół. Nawet jeżeli rant tej "miski" pękał (a tak się właśnie działo prędzej lub później) urządzenie wciąż mogło działać. Do dziś używam takiego, który pękł prawie rok temu.
hm ... nie dziś nie jutro, ale cdn w tej sprawie niewątpliwie nastąpi,
































